Chłopcy uznali, że fajnym pomysłem będzie

trzymać przed sobą, na wysokości twarzy, pudełko po butach jako tarczę dla łuku i teraz jeden z tych chłopców biegał i wrzeszczał i krwawił z oka, aż na podwórko wyszedł ksiądz, złapał tego bez oka, przyjrzał mu się i powiedział, że został pokarany przez Boga za bawienie się jak dzikus i żeby lepiej po dobroci oddali łuk, bo na jednym oku się nie skończy.
Łuk został ceremonialnie złamany na oczach wszystkich, zakazano posiadania jakiegokolwiek sznurka, a oko udało się uratować, mimo, że ksiądz twierdził, że dla wartości edukacyjnej, lepiej by było, gdyby jednak nie.
Już nigdy, do końca życia, chłopcy nie spotkali większego zwolennika aborcji.