Dziewczyna była szczupła i wysoka

a chłopak pulchny i ciężko było dla niego znaleźć drugi przymiotnik. Dzieliło ich pół wagonu, co nie przeszkadzało dziewczynie promiennie uśmiechać się do chłopaka.
Pod tym naprawdę uroczym blaskiem chłopak zdawał się pulchnieć jeszcze bardziej. Ktoś mógłby się spodziewać, że pokraśnieje. Ale nie, pozostawał wierny swej jednoprzymiotnikowości.
Nie było, ani przez chwilę, kontaktu wzrokowego. Nie zrażało to dziewczyny do posyłania uśmiechu, ani chłopaka do pulchnienia.
Mijane były stacje. Bohaterowie trwali w swych rolach.
Na przedostatniej chłopak zebrał w sobie pulchność i opuścił wagon. Dziewczyna, nie luzując mięśni twarzy, odprowadziła go wzrokiem do ławki na której zapewne zamierzał poczekać na następny skład.