Mój brat postanowił ubezwłasnowolnić mamę.

Przemyślał to sobie i uznał, że mama jest złym człowiekiem. Twierdził, że głupoty, które wygaduje, zbyt często grożą urzeczywistnieniem, co zagraża tacie, nam i naszym dzieciom. Ponieważ rozmowy nie przynosiły efektu, a mama z każdą terapeutką wchodziła w relacje psiapsiółkowe, brat uznał, że ubezwłasnowolnienie to jedyna opcja.
Ja się z nim nawet zgadzałam, ale uważałam, że może za kilka lat, na emeryturze. Mama całkiem lubiła swoją pracę i często zostawała tam po godzinach, co było wszystkim na rękę. Brat twierdził, że nie można z tym czekać. Powiedział, że jak nie pomogę, to luz, ogarnie to sam.
Złożył papiery i, o dziwo, sprawa przeszła. Wybitnie pomógł referat, jaki mama z wielką pasją odczytała na rozprawie, po czym odmówiła odpowiedzi na pytania. Czasem mi się śni, ten referat. Nie tyle jego treść, co jego fizyczna postać – skórzana teczka, ozdobiona złotym haftem i jeszcze bardziej złotym napisem Praca Dyplomowa. Tacie udało się nie uczestniczyć w rozprawie – akurat leciał ważny mecz.
Brat nie ma poczucia winy, mówi, że nic się przecież nie zmieniło, a przynajmniej mamy spokój.
Do mojej opinii ciężko mi dotrzeć.