Mówiła, że im jest się szczelniej owinięty kocem,

tym jest mniejsze ryzyko, że wstanie się od lektury. Oczywiście, powinna wystawać przynajmniej jedna ręka.
Koc był z polaru a szkielet ubrany w bieliznę z czegoś równie sztucznego. Na kocu leżała trzecia część Millennium, ze stroną oznaczoną którymś tam paliczkiem. Rozpadła się gdy ją podniosłeś. Trochę się o to sama prosiła, wybierając książkę i technikę jej czytania. Pewnie myślała, że ktoś niedługo przyjdzie i ją wyplącze.
Niezręcznie ściągając z niej bieliznę, czujesz się trochę jak przy pierwszych eksperymentach w liceum. Potem idzie już szybko. Cały szkielet mieści się w trzech pudełkach na szkielety.
Jak zawsze, możesz zatrzymać jedną kość. Bierzesz ten paliczek z książki.
Wychodząc, powinieneś coś powiedzieć. Taki zwyczaj.
— Naprawdę, Millennium?
I już Cię tu nie ma.