Oto dlaczego koty nie muszą nikomu nic udowadniać.

Na początku należy porzucić wszelkie marzenia o tym, że zwierzęta domowe miały, mają, lub kiedykolwiek mieć będą świadomość podobną do naszej, ludzkiej. Dopiero wtedy możemy zająć się kotem.
Kot obudził się w swoją świadomość powoli, ale nie leniwie i spojrzał/powąchał wstecz na swoich przodków. Wciągnął w różowy nosek ich tłoczny aromat i prychnął zdziwiony.
Bardzo gęsto jak na kilkanaście tysięcy lat – poruszył wąsami i zwrócił węch gdzieś indziej.
Naprawdę było gęsto, było tak gęsto, że właściwie stał za nim, za kotem, inny, gigantyczny, posklejany, wielopłaszczyznowy kot.
Kot ten wciąż coś znaczył, znaczył bardzo intensywnie. A znaczenie wyglądało mniej więcej tak:
oto ja kot, kot który rozpoczął się z pierwszym kotem, zjadł jego pierwszy posiłek i określił jego pierwsze terytorium, otarł się o pierwszą nogę, poczuł ciepło pierwszych ud i zachwyt pierwszych ludzkich myśli, kot, który od tamtej pory leżał na wszystkich dostępnych udach, odgryzł głowy wszystkim dostępnym wyczerpanym myszom, drapał po pysku wszystkie dostępne bezczelne kundle i dostąpił wszystkich możliwych ludzką wyobraźnią personifikacji, kot, który jest kotem kotów i kotem ludzi i wszystkimi kotami pośrednimi, kot, który jest znaczeniem i znakiem „kot” we wszystkich formach komunikacji, wszystkich form komunikujących się, kot
Znaczenie było przeogromne i przytłaczająco pewne.
Kot o którym mowa była wcześniej, bynajmniej nie zignorował kota zwracając swój węch gdzieś indziej. Zwracając swój węch gdzieś indziej, starał się po prostu wyczuć jakieś wolne miejsce, by móc tam znowu zasnąć.
Okazało się to chyba niemożliwie, gdyż każde miejsce zaznaczone było już przez kota. Znaczenie to zawierało się we wszystkich możliwościach działania naszego kota i przez jakiś okres czasu wąchał on bezradnie, zatapiając się powoli, lecz coraz skuteczniej, w czyhającym na niego znaczeniu bezradnego kota.
— O kotek! — dziewczynka była pulchna i równie różowa jak jego nosek.
Bezradność prysła zastąpiona narkotyczną potrzebą otarcia się o ludzką nogę. Otarcie zelektryzowało go przyjemnością a świadomość momentalnie wniknęła weń i usnęła zaznaczając „jestem kotem” a on sam zatopił się w kocim znaczeniu porzucając jakąkolwiek chęć znajdywania dla siebie wolnego miejsca.
Był w końcu kotem i nie musiał nikomu nic udowadniać. Drapanie za uchem znaczyło i uzasadniało wszystko, a przebudzenia są krótkotrwałe i niewarte pamięci. Kot.