Pląsał po chodniku jak gdyby nigdy nic.

Pląsał tak umiejętnie, że nikt nie musiał schodzić mu z drogi. Nikt nawet się nie pokapował, że on pląsa! Niesamowite!
Sam Wszechświat, gdyby tylko potrafił, uśmiechałby się w reakcji na me pląsające poczynania pomyślał z pełnym przekonaniem.
I faktycznie, jego pląsy i jego przekonanie o tych pląsów wyjątkowości, przelały pląsową czarę i zdołały wybudzić Wszechświat z jednej z jego coraz częstszych drzemek.
— Kto mi tu tak pląsa? — Wszechświat przetarł swą zaspaną Materię, czym spowodował wyjebanie się wszystkich niezliczonych miliardów pląsających w samozadowoleniu istot.
Po czym wrócił do snu.