Rozmawiały, jakby od ich słów

zależały losy świata, a każdy z tych losów był innym rodzajem ciasta.
Miałeś wrażenie, że przewagę zdobywa coś z dużą ilością bezy i lukru. Oblizałeś się.
— Kto ci pozwolił próbować? — spytała jedna ze stron.
— Daj spokój, przecież widzisz jaki ma apetyt! — wzięła cię w obronę druga.
Po chwili już beczałeś. Tak ogólnie, nad światem.