Smoki miały fajny patent na nieśmiertelność.

Jak wojownik czy inny rycerz odcinał im głowę, na jej miejsce wyrastały trzy kolejne. No i spoko, po jakimś czasie rycerzowi brakło sił na odcinanie i ginął pod ciężarem tych wszystkich głów. A smok żył sobie dalej.
Tylko, smoki nie wzięły pod uwagę, że wojowników jest zawsze za dużo. I, że porażki jednych, wcale nie zniechęcają następnych. Nie minęło wiele czasu i każdy dostępny smok miał po kilkadziesiąt tysięcy głów. Mając ich tyle, naprawdę ciężko o czymkolwiek zdecydować, nie wspominając o trudnościach w dostarczaniu do nich tlenu. I tak, smoki zaczęły wymierać.
Ale czy wymarły wszystkie? Legendy głoszą, że smoki mogły się krzyżować z ludźmi. Jest więc szansa, ze po ziemi chodzą nieświadomi potomkowie smoków. Jedyną sposobem, by takiego zdemaskować, to odcięcie mu głowy i sprawdzenie czy odrosną trzy. Albo dwie chociaż. Albo nawet jedna, gdy smocza krew jest naprawdę rozwodniona.
I tak, na przestrzeni dziejów, ludzie odcinali innym ludziom głowy pod różnymi pretekstami. Tak naprawdę jednak, byli w to odcinanie wmanipulowani przez poszukujących smoków naukowców. Wszak nikt nie ufa naukowcom gdy do czegoś namawiają bezpośrednio. Ale gdy zakulisowo stworzą jakiś ruch społeczny, dajmy na to, rewolucję francuską, ludziska aż się garną, aby sobie pościnać.
I tak, poszukiwania smoków trwają do dziś.