Wróżka z Płatków Śniegu

nie uważa się za delikatną.
— To przecież woda. — Mówi, na pokaz strząsając z siebie przyszłe krople. — Zawsze mogę zdobyć jej więcej, choćby z powietrza!
Łapiesz ją w dłoń i zgniatasz w wilgoć, której większość wycierasz w rękaw t-shirtu, a pozostałość w nogawkę spodni. Wycierając, a potem schnąc, rozglądasz się na wpół oczekując, że się znów zmaterializuje.
Tego wieczoru, gdy po omacku grzebiesz w zamrażarce w poszukiwaniu ostatnich okruchów lodu, coś bezboleśnie kaleczy ci dłoń. Zanim się orientujesz, zakrwawiasz wnętrze tak bardzo, że lodówkę trzeba rozmrozić. W sumie czas najwyższy, uznajesz patrząc na wszechobecne słodko – tłuste plamy.
Wróżka pojawia się jakąś godzinę później nad wanną, gdzie kończysz myć lodówkowe półki. Już nie daje się złapać, a odzywa się dopiero dwa dni później.