W Chałupach jest wierzba, która właściwie jest

czterema ogromniastymi wierzbami rosnącymi z jednego korzenia. Wiąże się z tym pewna legenda. Był czterdziesty rok. Okupant odkrył w przepastnych konarach wierzby trzy sieroty. Ponieważ sieroty miały ciemnawą karnację i dziwne małżowiny uszne, postanowiono je rychło zgładzić. Nie chciano marnować kul, toteż przygotowywano się do uroczystego rzutu monetą mającego zdecydować, z której strony półwyspu utopić dzieciaki.
Obersturmfuhrer podrzucił monetę, ale w momencie gdy uderzyła ziemię, przykryła ją obuta w szmatę stopa miejscowego mędrca.
— Posłuchaj — rzekł mędrzec — pozwól, że zaproponuję ci grę o charakterze hazardowym. Grę o życie tychże dzieci.
— Mów, psie! — Mimo takiego dobru słów, głos oficera był nawet życzliwy, albowiem lubował się on we wszelkiego rodzaju grach losowych.
— Każ swym ludziom ściąć wierzbę na której znaleźliście dzieci. Za dwa dni sprawdzimy ile pędów odrośnie na pniu. Tyle dzieci zachowa życie.
Obersturmfuhrer był w gruncie rzeczy Dobrym Niemcem i nie zawsze mu się jakoś bardzo uśmiechało topienie sierot. Przystał więc na zakład, każąc jedynie lekko obić mędrca.
Po dwóch dniach na pniu wzbijały się w niebo cztery dziarskie pędy. Tak więc trójka dzieci została uratowana. A właściwie to czwórka, bo jedno dziecko okazało się bliźniakiem.
No a cztery lata później Niemcy przegrali wojnę.